Kiedy czasem się sobie przyglądam, dociera do mnie, że… nie mam ani s.ksu, ani władzy, ani pieniędzy. A już na pewno żadnej z tych rzeczy nie mam w wystarczającej ilości, częstotliwości i skali. Cóż, taka prawda, a że mam już ponad czterdzieści lat na karku, to niespecjalnie chce mi się kłamać i cisnąć modną w młodszym wieku bajerę. Dotarłam do magicznego etapu, w którym chce mi się pisać jak jest, a nie kreować rzeczywistość na taką, jaką chciałabym mieć.
No więc, przechodząc do meritum. Możemy się unosić i mówić, że s.ks, władza i pieniądze wcale nie są motorami rządzącymi światem, że nam osobiście w ogóle na nich nie zależy (wiecie, coś w stylu: „Och! Pieniądze wcale nie są ważne, władza czyni podłym, a s.ks to samo złoooo”) ale nie czarujmy się za długo – to są motory świata. Napędzają go jak porządny silnik.
S.ks – kropka celowa, bo przecież to „fe” słowo i zaraz mnie zbanują
Czasem sobie myślę, że zazdroszczę osobom aseksualnym, które odczuwają całkowity lub częściowy brak pociągu s.ksualnego do innych ludzi. Ja tak nie mam. Ba! Przyznaję wprost, że bardzo często myślę dupą. I tak, jestem kobietą, ale nie zamierzam tu zgrywać się na cnotkę, która nie ma potrzeb, pragnień i tylko wciąż ją boli głowa. Nie, nie. Wbrew niektórym krzykaczom – co to uważają, że akt płciowy służy wyłącznie prokreacji – większość z nas ma z tego aktu po prostu przyjemność. Potrzebuje pożądania, bliskości, ciała splecionego z ciałem.
Nie biegamy za potencjalnym partnerem z dziką żądzą w oku i krzykiem „szybko, muszę się rozmnażać! Rozmnaaażać!”. No skąd. Po prostu czerpiemy z tego cielesną przyjemność i to jest okej. O ile oczywiście mamy partnerkę (to w moim przypadku, bo jestem osobą nieheteronormatywną) czy partnera (w drugim przypadku).
Satysfakcja, spełnienie, ulga, odprężenie, spuszczenie ciśnienia, zrealizowanie fantazji, pozytywne endorfiny, strzał energetyczny – zwał jak zwał. S.ks większości z nas jest potrzebny i napędza.
Pisanie jako sposób na powyższy brak
I tak siedzę sobie popołudniową porą i rozmyślam o tych trzech głównych motorach napędzających świat.
Żadnego z nich nie mam pod dostatkiem – stąd też pewnie dość spore poczucie tego „braku”. Deficyt punktu pierwszego rekompensuję sobie od kilku lat pisaniem opowiadań dla dorosłych – to one pozwalają mi ów niedostatek nieco w głowie załatać. Fantazja, emocje, budowanie losów bohaterek, które pragną, czują, potrzebują bliskości, kochają, nienawidzą i rzecz jasna – uprawiają dziki s.ks.
Pamiętam, że kiedy siadałam do tworzenia pierwszego e-booka 18+ w tematyce queerowej (dokładnie: lesbijskiej), to byłam tym podekscytowana jak szczypiorek na wiosnę:)
W jakiś sposób więc motor zadziałał i napędził to, co powinien napędzić. Zatem życiowy silnik numer jeden: s.ks i satysfakcja.
Władza – i to nie taka, w której rządzisz światem
Wyobraź sobie, że zamiast górnolotnego słowa na „w” masz po prostu poczucie kontroli nad czymś, co jest dla Ciebie ważne. Praca? Sposób działania Twojego zespołu? Porządek w domu? Przykładanie się dzieci do nauki? Zarobki? Masz nad tym kontrolę. Miły stan, prawda? Oto i sekret potrzeby posiadania władzy. Kontroli.
Nie mówię tu o jakichś toksycznych odpałach, prześladowaniu czy próbie przejęcia panowania nad światem, ale o tym, że chcemy czuć, że nad czymś w życiu panujemy. To pragnienie nas napędza. I to jest władza – pewnie, że w mikroskali, ale jednak!
Swoją drogą… w dość szalonych czasach, w których ciężko nad czymkolwiek panować – ta potrzeba staje się wyjątkowo silna.
Pieniądze – no sorry, ale na uśmiech rachunków nie zapłacisz
W tym punkcie chyba nawet nie ma czego dodawać. Pieniądze są ważne we wszystkich tych sferach, w których są ważne i… są nieistotne tam, gdzie po prostu nie mają znaczenia. Nie ma nic pomiędzy. To w końcu kasa zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa, jako takiej stabilności i tego, że w razie potrzeby, możemy po nią sięgnąć.
Ciekawa jestem, kto z Was dotrwał do końca tych moich dzisiejszych wynurzeń 😉
PS W razie niedostatku punktu numer jeden: jeśli nie zamierzasz rzucać się z wywieszonym językiem na pierwszą osobę z brzegu (żarcik! – bo za to można dostać po łapkach) ani znów włączać dla podnietki erotycznego filmu na znanym portalu, możesz sięgnąć po któryś z moich e-booków (znajdziesz je m.in. tutaj oraz w księgarniach internetowych). Możesz też skusić się na książkę z dedykacją – aktualnie mam jeszcze kilka egzemplarzy „Sumy oddechów”.
S.ksu wprawdzie nie zastąpią, ale fantazję poruszą na pewno.
A… co do braku władzy i pieniędzy to niestety nie pomogę:)
